wtorek, 16 czerwca 2015

Weekend w Paryżu


 Kiedy jestem uziemiona w domu na ponad miesiąc, chcę strzelić sobie w łeb. Kiedy moja dwumiesięczna przygoda z lekami dobiega końca i nie przewiduję, że teraz czekają mnie zastrzyki, chcę strzelić sobie w łeb. Kiedy mimo wszystko muszę biegać na uczelnie i nadrabiać wszystkie zaliczenia i nie śpię przez tydzień, chcę strzelić sobie w łeb. Kiedy rodzice biorą mnie w góry żeby zwiększyć moją wydolność i nie mam siły dojść z parkingu do szlaku, chcę strzelić sobie w łeb. Ale kiedy przy ostatniej kontroli dowiaduję się, że została mi już tylko rehabilitacja, korzystam z kilku dni wolnych, obdzwaniam wszystkich znajomych, wyciągam plecak i trzy dni później jestem w Paryżu, co by dać mu jeszcze jedną szansę na przekonanie mnie do siebie. Bo w  zeszłym roku dupy mi nie urwał. Niestety. 

sobota, 9 maja 2015

5 rzeczy, które mnie zaskoczyły w Grecji


 Poniedziałek, autostrada w Salonikach.


Idziemy z plecakami, umieramy z głodu, padamy ze zmęczenia i dźwigania ciężaru, który już powoli mnie przygniata. Wreszcie dochodzimy do przystanku autobusowego w celu złapania autobusu, który zawiezie nas do miejsca z którego musimy wziąć następny autobus żeby trafić na dworzec i trzecim autobusem dojechać do Kalamitsi. Bo to taka wiocha, że 3 auta na dzień można spotkać.




poniedziałek, 4 maja 2015

ASR. Autostopem do Grecji

Pamiętam swojego pierwszego stopa jak dziś. Banda czternastoletnich dzieciaków wybrała się na obóz sportowy i strasznie chciała się dostać do McDonalda, który znajdował się w miejscowości obok. Nigdy nie zapomnę jak we czwórkę władowaliśmy się jakiemuś biznesmenowi do auta, który zatrzymał się aby sprawdzić drogę na mapie i do tej pory uważam, że był to większy hardkor niż spanie przy autostradzie w Serbii. Bo właśnie to robiłam kilka dni temu. Ale od początku.

piątek, 24 kwietnia 2015

Choroba vs. wyjazd

Czy to nie powinno być proste? Od roku planujesz wyjazd, przygotowujesz się do niego fizycznie i psychicznie, zbierasz pieniądze, wymieniasz gotówkę, pakujesz się i jedziesz. I gdzie tu filozofia? Ano tu, że życie potrafi zaskakiwać. I zaskakuje.

Tydzień do wyjazdu. Powinna się zacząć biała gorączka, ogólne podekscytowanie i strach przeradzający się w paraliż. To tydzień pytań pt "gdzie cię znowu wywiało?" "dobrze się czujesz?" "co na to rodzice?" "przerażasz mnie". Zamiast tego leżę pokonana przez chorobę i nawet drugi antybiotyk nie zapowiada poprawy mojego zdrowia. Zmarnowana, zasmarkana i dusząca się na każdym kroku próbuję skompletować wszystkie potrzebne mi rzeczy. Rzadko choruję, ale jeśli już mi się zdarzy - robię to porządnie. Miesiąc albo dwa.

piątek, 20 marca 2015

A może by tak dziennikarstwo?

Pewne piosenki budzą wspomnienia. Docierają do najczarniejszych czeluści mojego umysłu i wyciągają z nich najgorsze brudy. Wyciskają łzy i sprawiają, że wyjście z łóżka staje się czymś niewyobrażalnie ciężkim. Zostawiają mnie z ciężarem jakim jest mój bagaż doświadczeń jakby tylko czekały, kiedy wreszcie się pod nim ugnę.
Ale są też takie, dzięki którym czuję się lekka. Jak piórko. No, piórko z nadwagą, żeby nie było że aż tak odejmuję sobie kilogramów. Dzięki nim czuję się dobrze. To one motywują mnie do wstania, w ciągu dnia nie pozwolą stracić dobrego samopoczucia a wieczorem urozmaicają nie jedną imprezę. Zwykłam nazywać PCZR - popowym chłamem z radia i wstyd mi przyznać, że znam je wszystkie na pamięć. 

niedziela, 15 marca 2015

Wszystkiego najlepszego dla mnie!

Zamojtel! Jak to się dzieję, że ledwo się obróciłaś i znów masz urodziny? Przecież dopiero co składałam Ci życzenia  bo przestałaś być nastolatką, a nagle robisz się pełnoletnia na całym świecie. Wiem, że jesteś już po imprezie i niezależnie od tego czy wracasz do domu żywa czy też nie cieszę się, że ten dzień chcesz spędzić ze swoją rodziną.
Zanim przejdę do meritum pragnę Ci szczerze pogratulować tego, że wzięłaś sobie do serca zeszłoroczną porcję życzeń. Nie będę Cię rozliczać z tego co robiłaś dobrze a za co wyrwałabym Ci nogi z dupy. Zamiast tego dorzucę kilka słów na ten rok, bo zmieniłaś się jak cholera. I tylko twój stan zdrowia i marzenia o natychmiastowym przejściu na emeryturę pozostają niezmienne.

sobota, 14 lutego 2015

Pierwszy lot samolotem i Ed Sheeran na wieczór

Sobota. Jest kilka minut po siedemnastej, a ja przygotowuję owsiankę. Śniadanie to ponoć najważniejszy posiłek dnia, więc dorzucam trochę owoców i próbuję odświeżyć pamięć aby przypomnieć sobie za jakie grzechy czuję się tak, jak się czuję.

Piątek.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Fotorelacja z koncertu

Styczeń to naprawdę magiczny miesiąc dla wszystkich studentów Uniwersytetu Ekonomicznego. W tym roku, aby nie powtórzyć zeszłorocznego wyczynu z mikroekonomią do której podchodziłam pięć razy a sesję skończyłam w marcu,  postanowiłam zarwać tyle nocek ile się da, przebrnąć przez wszystkie filmy etrapeza i zmuszać się do nauki od samego rana, co by zaznać trochę relaksu i z czystym kontem wejść w drugi semestr na mojej ulubionej uczelni. Bo przecież wtedy będę się już uczyć systematycznie, prawda?

poniedziałek, 29 grudnia 2014

podsumowanie podsumowania

Uważam o co proszę, bo mogę to dostać. Ba, ja to dostaję! Pisząc zeszłoroczny  demotywator  nie wiedziałam, że wywróżę sobie przyszłość. Wtenczas na pewno nie błagałabym, aby kończący już się rok był dla mnie sprawiedliwy. Bo na moje nieszczęście był.
Aż nadto.

 kalkulator

Gdyby podsumować go w liczbach, nie wyglądałoby to tak tragicznie. Rekordowa liczba podejść do jednego egzaminu: pięć. Liczba rzuconych studiów: jedne. Liczba podjętych prac: trzy. Rzuconych prac: dwie. Liczba przejechanych kilometrów autostopem: 3,5 tysiąca. Liczba odwiedzonych krajów: cztery. Liczba przebiegniętych kilometrów: 40. Liczba koncertów: 12. Liczba spełnionych marzeń: 21. Liczba piosenek w których się zakochałam na amen: jedna. I chyba tylko liczba zmarnowanego czasu i naprzemienne gubienie i zyskiwanie nowych kilogramów są do tej pory niepoliczalne.

sobota, 20 grudnia 2014

O co chodzi z tą magią świąt?

Dwadzieścia dni. Dokładnie taką ilością wolnego czasu od siebie uraczyła mnie moja uczelnia. I choć plany miałam ambitne - poranne bieganie, popołudniowy czas dla rodziny i przyjaciół a wieczorem randki z matematyką, to przez ostatnie trzy dni moim największym osiągnięciem zostało skończenie następnego sezonu Plotkary. Nie chcąc być jednak aż nadmiar bezproduktywną, postanowiłam bardziej zaangażować się w święta.  I mimo, że na dworze jest 10 stopni, rano budzą mnie promyki słońca a na dworze trzęsę się tylko troszkę to poniekąd już czuję atmosferę tych świąt. I faktem jest, że będąc dzieckiem magię łykałam jak powietrze i było to silniejsze uczucie niż teraz, ale wtedy najważniejsze były dla mnie prezenty i pierogi. Z roku na rok uświadamiam sobie, że obdarowywanie tyczy się nie tylko rzeczy materialnych, a na stole znajduje się jedenaście innych potraw. Prawdziwe niebo dla prawdziwego smakosza, więc moje kilogramy w te święta na pewno zyskają nowych przyjaciół.  I choć codziennie jestem zasypywana reklamami o idealnych świętach, to z autopsji wiem, że takie nie są i nigdy nie będą.